pole herbaty

pole herbaty

niedziela, 1 marca 2015

Survival mode: ON - czyli jak jeździć po Australii, wydając jak najmniej.


  1. Noclegi. 

Noc w dormitorium, w hostelu kosztuje ok. 25 AUD za osobę. Jak to określił nasz kolega, Piotrek, który również podróżuję po świecie... "Hostele w Australii są dla bogaczy!". Święta racja. Tym samym, jeśli tylko można, trzeba ich unikać. Oficjalne campingi, też nie są dużo tańsze. Z reguły jest to koszt ok. 25-30 AUD za noc. Lepiej... ale wciąż, jest to budżet nieosiągalny dla 'zwykłych' ludzi, którzy kasę odkładali, pracując w Polsce.

Czyli, co zrobić, aby płacić mało lub nie płacić za noclegi?

a) Couchsurfing

Dobry na krótką metę, choć i tak w Australii nam się nie sprawdził. Mało kto nam odpisywał, a jeżeli już ktoś się pofatygował, to zawsze chciał coś 'w zamian' (np. abyśmy uczyli hostera grać na gitarze).
Niestety, w kapitalistycznym kraju, nie ma nic za darmo!

b) Wolontariat

To świetna opcja, gdyż z reguły wiążę się również z wyżywieniem. A co najważniejsze - można zdobyć ciekawe doświadczenie (np. pracując na farmie w outbacku) oraz poznać ciekawych ludzi. Oczywiście wiąże się to z pracą :) Teoretycznie 4-6h dziennie. U nas w praktyce było to 6-8h dziennie. Załapaliśmy się na lepienie domku/płotu z gliny i błota (tzw. cobbing).

No ale przecież nie przylatujemy do Australii tylko po to, aby przez 3 miesiące siedzieć na wolontariacie.

Nie ma żartów. Płot sam się nie ulepi.

c) Housesitting

Ktoś, kto ma dom/mieszkanie wyjeżdża na wakacje. Zostawia na 2,3,4,6 tygodni swój dobytek, wraz z psem, kotem, papugą i złotą rybką. Ktoś musi się przecież zwierzakami zająć podczas nieobecności gospodarzy. Tymi osobami, są właśnie housesitterzy, czyli opiekunowie domów. Dom można znaleźć praktycznie wszędzie w Australii, portalów i gospodarzy szukających housesitterów jest od groma. Wystarczy wpisać 'housesitting australia' w google. Z reguły, zarejestrowanie się na danym portalu wymaga opłaty rocznej (20-60AUD). Świetna opcja, zwłaszcza, jeśli chcecie 'posiedzieć' nieco dłużej w jednym miejscu. Tak właśnie spędziliśmy Święta i Nowy Rok w Townsville!

Tak. Potwierdzamy. Siedzenie w basenie i bawienie się z psem, to zdecydowanie łatwiejsza sprawa, niż lepienie płotów. :)

d) Spać w aucie


I to jest absolutnie najtańsza i najlepsza opcja. Choć może czasem nienajwygodniejsza, ale za to jest przygoda! Spać można w większości miejsc oznaczonych jako 'rest area' - jak poniżej.

źródło / source: http://www.rogerwendell.com/images/australiatwo/australia_rest_area_locations.jpg

Na takich parkingach z reguły mamy toalety, czasem elektryczne grille lub miejsca na ognisku. Rzadziej, ale też się zdarzają - prysznice.

W Australii, jeśli nie ma wyraźnego znaku, że woda nie nadaje się do picia, tzn. że śmiało można napełniać baniaki.

Czasem jest dodatkowy znak, że zakazuje się postojów nocnych. Wtedy nie radzimy się zatrzymywać na noc. Rangerzy lubią wlepiać mandaty. Dodatkowo, teoretycznie, na terenie miast (np. osiedli), nie można spać w aucie - jest to traktowane jako kemping. My czasem musieliśmy.

Widok na Brisbane. W miastach trudniej o miejsce do spania, ale dużo łatwiej o prysznic i elektryczny bbq!

W takim wypadku, gdy kiedykolwiek zostaniecie obudzeni przez rangerów - mówcie, że potrzebowaliście 'power nap' - czyli wzmacniającą drzemkę, bo jesteście w podróży od wielu godzin. Nie powinniście mieć większych problemów. Cała Australia przepełniona jest billboardami o akcjach społecznych, motywujących kierowców do częstszego odpoczywania od jazdy. Ale, wracając do początku... aby spać w aucie, trzeba je najpierw mieć...

2. Transport w Australii

a) autobusy, pociągi... 

Nie wiemy. Nigdy nimi nie podróżowaliśmy, ze względu na chore koszty. Np. przejazd z Cairns do Townsville (ok. 4h jazdy), to koszt 75 AUD od osoby!!

b) carsharing

Czyli, jedziemy czyimś autem i zrzucamy się na paliwo. Bardzo popularna opcja, zwłaszcza na gumtree.au! Polecamy!

c) autostop

Działa, choć przez wielu lokalnych jest niepolecany. Ponoć jest niebezpieczny i dochodziło do różnych morderstw autostopowiczów (polecamy obejrzeć film Wolf Creek :) ). Ale na krótkie dystanse, śmiało można polecić. Nie korzystaliśmy, ale braliśmy.

d) mieć własne auto. :) 

Jak kupić auto w Australii?

Nic prostszego. Szukamy praktycznie tylko i wyłącznie na gumtree. Komisy, czy inne portale oferują auta w o wiele wyższych cenach. Szukamy auta, w którym da się spać, czyli vana lub stationary wagon (combi). Przy zakupie auta, bardzo ważne są dwa pojęcia: REGO oraz RWC.

REGO, to informacja o tym, czy auto jest zarejestrowane. Rejestracja w Queensland na pół roku (minimalny okres), to koszt 400-600 AUD. Także dość sporo.

RWC - Roadworthy Certificate. Czyli taki nasz 'przegląd rejestracyjny', tyle że o wiele bardziej rygorystyczny. Potrzebujemy tego dokumentu, aby zarejestrować auto na siebie lub zmienić dane właściciela auta. RWC jest ważny 2 miesiące lub 2000km. Koniecznie na to trzeba zwrócić uwagę. Koszt wykonania samego certyfikatu to 74AUD. Jeżeli coś będzie nie tak z autem, dają Ci 14 dni na naprawę tego. Jeżeli uporasz się z tym, nie płacisz ani dolara więcej i autko otrzymuje RWC. Teoretycznie, jeżeli sprzedajesz zarejestrowane auto, MUSISZ mieć ważne RWC. Teoretycznie, trzeba taki certyfikat przykleić do szyby auta, pod napisem 'for sale'. Jeżeli tego nie zrobisz, może Cię soptkać 500AUD mandatu. My nie wiedzieliśmy o tym, mandatu nie dostaliśmy. Ale ostrzegamy, bo ponoć można.

Jeśli auto ma ważne RWC, to jego rejestracja lub zmiana danych zajmuje w urzędzie dosłownie 15 minut.

Ale... potrzebujecie jeszcze 'adres garażowania auta',czyli stały adres w QLD w DNIU, w którym dokonujecie rejestracji auta. Jak to zrobić? Dwie najprostsze opcje:

1) zakładacie konto w banku i bierzecie dowolny kwitek (np. potwierdzenie wypłaty), w dniu, w którym rejestrujecie auto.

2) idziecie do hostelu i prosicie o wystawienie faktury pro forma. Oczywiście - nie płacimy za nią. To wystarczy w urzędzie.Pamiętajcie tylko, aby data wymeldowania z hostelu przypadała na następny dzień (aby nie była tego samego dnia, w którym rejestrujecie auto).

Wszelkie dokumenty, kalkulator kosztów ubezpieczenia oraz niezbędne informacje, można znaleźć na stronie biura transportu QLD.

http://www.tmr.qld.gov.au/registration/registering-vehicles.aspx

WAŻNE!! Jeżeli kupujecie auto w danym stanie, a jest ono zarejestrowane w innym - musicie sprawę zgooglować. Różne stany rządzą się własnymi prawami.

Co do cen aut - ponoć najtańsze są w Darwin, a najdroższe w Perth. My kupiliśmy w Townsville, sprzedaliśmy w Brisbane.

Nasza fura. Mitsubishi Magna, silnik 3.0, wersja executive. Na bogato. Kupiony za 1900AUD. Sprzedany za 2150AUD (w obu przypadkach z REGO i RWC). 

Skoro mamy już czym jeździć... i gdzie spać. To trzeba jeszcze coś jeść :)

3. Jedzenie

a) Żywienie się w... ekhm... "restauracjach". 

Z sensownych fastfoodów, które się w miarę opłacają:

a) Domino pizza - Value Pizza za 4.95AUD. Bardzo smaczna, zwłaszcza z sosem BBQ :) Nie bierzcie ciasta gluten-free. Okazało się, że wcale nie jest gluten-free, a kosztuje dodatkowe 3AUD.

b) Subway - duże kanapki (12 cali), za 7,50.

c) fish&chips - w lokalnych barach można znaleźć do 10AUD. Powyżej to już rozrzutność :)

d) Burgery - koniecznie spróbujcie Ozzie Burgera. Z bekonem, jajkiem i burakiem. Jednym zapewnicie sobie tyle kalorii, ile wystarczyłoby niedużej rodzinie na trzy dni.

2) Gotujmy sobie!

Warto kupić kuchenkę gazową. Koszt ok. 15-20AUD. Kuchenki działają na wkłady z propan-butanem. Ok 1,5AUD za wkład (220g). Wystarcza na godzinę gotowania non stop. Kuchenki takie najtaniej można kupić w Targecie, BigW lub KMart. W sklepach typowo kempingowych, jak BFC - z reguły jest trochę drożej.

Jeśli chcecie zrobić 'barbie', czyli bbq - w każdym parku znajdziecie darmowe elektryczne grille.

O takie.

3) Zakupy jedzeniowe.

To chyba największa frajda z budżetowego podróżowania po Australii. Nigdy nie wiesz, co zjesz, bo to zależy od dzisiejszych promocji w marketach. :) Polecamy nie kupować sobie lodówki i żywić się 'na świeżo'. Robiąc zakupy codziennie lub co drugi dzień. Marketów jest od groma, nawet w najmniejszych miasteczkach. 3 głowne markety to: Coles, Woolworths i Aldi. Ponoć Aldi najtańszy. My mieliśmy pecha, nigdy akurat na Aldi nie trafialiśmy. Wypatrujcie zawsze specjalnych półek, oznaczonych na żółta - 'Reduced for quicksell'! - czyli z towarami, którym kończy się termin ważności i muszą zostać szybko wyprzedane. Można dorwać promocję nawet na ponad 80%!


Źródło/source : http://2.bp.blogspot.com/-oQMYhiRbL48/UzbFQ-8mJvI/AAAAAAAAAP8/mNfAku5fIG8/s1600/IMGP5314.JPG

Nasz rekord to 800g sałatki kolesław przeceniony z 8AUD na 1AUD - 86%... oh yeah!

Czasem można przyrządzić z takich 'resztek', całkiem niezłe pyszności!

Naleśniory z miodem. Oczywiście naleśniki instant z proszku! :) W końcu jesteśmy w Australii... nie będziemy się wygłupiać z jajkami.

Stek z kangura na grzankach z masłem czosnkowym. :)

A to jedliśmy na kolację wigilijną. :)


Dodatkowo, często (choć nie zawsze), na pół godziny przed zamknięciem marketu, przeceniane są kurczaki z rożna z 11AUD, na 5,50 AUD. Warto wziąć. Dla dwojga, jak znalazł. Jeszcze na śniadanie Wam zostanie. Choć niestety trochę papierowy w smaku... to nie to samo, co kurczaki w Tajlandii, czy Indonezji...

Niestety, pomimo, że powyższe zdjęcia tego nie pokazują, często musieliśmy jeść śmieciowe żarcie z przecen. A to odbija się w długim terminie na organiźmie. Obydwoje utyliśmy straszliwie podczas trzech miesięcy w Australii. :) Będziemy zrzucać w Azji!